Przemek podsumowuje swój letni sezon tatrzański.


W połowie prawie 50m trawersu.

W ramach podsumowania letniego sezonu 2017 zostałem poproszony o krótkie streszczenie naszych przejść w Tatrach. I tak…

W połowie czerwca z Michałem Gryglickim, Łukaszem Watrakiem oraz Marcinem Dominą odwiedzieliśmy Dolinę Mięguszowiecką w Tatrach Słowackich. Planowaliśmy wykorzystać dwudniowe okno pogodowe, które na miejscu skróciło się do jednego dnia, co pozwoliło naszym zespołom zrobić po jednej drodze, kolejno Drogę Plseka (VI-) + Grań Szarpanych Turni (III) – zespół mój i Michała oraz drogę Stanisławskiego (V) na Wołowej Turni – zespół Łukasza i Marcina (debiut chłopaków w samodzielnym taternictwie).

Niepocieszeni jednodniowym wspinaniem,  a przy towarzyszących nam w domach zmarszczonych brwiach naszych Pań (serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy za wyrozumiałość), postanowiliśmy z Marcinem i Łukaszem już w kolejny weekend wybrać coś sobie na Hali Gąsienicowej.

Po rozgrzewce na Granatach (Filar Staszla, V-, 10 wyciągów – dla mnie to rekonesans przed zimą, dla chłopaków pouczajaca droga z mini szkoleniem wspinania na lotnej), zrobiliśmy z chłopakami dość honorną Drogę Dziędzielewicza na Zachodniej ścianie Kościelca ( 5 wyciągów, VI (?), IV, VI, V i VI-), która padła 1xAF na ostatnim wyciągu, czyli z jednym blokiem. Ponadto Marcin rozpoczynając wspinanie popisał się kunsztem idąc niechodzonym (brak śladów w ścianie), ale bardzo ładnym, górskim wyciągiem o trudnościach VI-VI+. Dla chłopaków to trzecia samodzielna droga po kursie, dla mnie najtrudniejsza technicznie letnia jaką prowadziłem.

Na przełomie lipca i sierpnia znów z Michałem Gryglickim udało nam się zrobić jeszcze dwie (niestety mimo dużych apetytów ostatnie) drogi w tym sezonie. Wyjazd odbył się zgodnie z naszym standardowym zimowym szablonem:

jedna droga na trudność- Sprężyna wariantem Kosacza na Mnichu (VII?),
druga na przygodę- Mięguszowiecki Szczyt Wielki drogą Surdela V+.

Pierwsza droga-ultraklasyk Mnicha. Solidne wspinanie w połogich technicnych, ale obitych formacjach, z pionowymi tradowymi, ale łatwiejszymi wyciągami na koniec. Trudności (wyciągi VII, VII- i VI-) z racji sporej róznicy mocy prowadził oczywiście Michał. Mi za to przypadły dwa wyciągi Luftwaffe (V+, VI), którymi startowaliśmy oraz jeden z tradowych wyciągów za V+. Cieszących się zapasem mocy zachęcamy do powtórzeń. Uwaga, przy dobrej pogodzie możliwy tlok na drodze!

Droga Surdela na MSW natomiast, mimo iż jest drogą kursową, dla osób nie znających ściany może być sporą przygodą-  duża ściana z kruchym terenem na dole i długie, skomplikowane zejście. U nas zakończyło się na nieudanym starcie w drogę i zjeździe z wątpliwego głazu już pod pierwszy wyciąg oraz przewijających się przez rysy deszczowych chmurach, które nas na szczęście nie dopadły. Droga trzymała do końca, po dojściu na szczyt czekała nas jeszcze powietrzna grań MSW oraz bardzo kruche i nieprzyjemne zejście przez Hińczową Przełęcz, a później Żleb Mnichowy (o ile pierwsze jest koniecznością, o tyle drugie zdecydowanie lepiej obejść Dolinką za Mnichem). Droga bardzo przygodowa, wymagająca znajomości topografii, ale technicznie nietrudna.

Na tym, każdy ze swoich powodów, musieliśmy zakończyć sezon tatrzański. Ze swojej strony chciałbym podziękować wymienionym w powyższym tekście za spręża, cojones i wyśmienitą atmosferę na stanach J

Z taternickim pozdrowieniem,

Przemek Olekszyk