Klubowy obóz jaskiniowo-skałkowy 24-26.10.2014


30.

Około 30 osób wzięło udział w zorganizowanym przez KW Lublin (Artur, Kaśka, Kuba, Marta, Michał) październikowym (24-26.10.2014) wyjeździe skałkowo – jaskiniowym na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Naszą bazą wypadową została jedna z kwater agroturystycznych w Rzędkowicach. Staraliśmy się tak zaplanować naszą działalność żeby, wykorzystując prawdopodobnie ostatnie chwile dobrej pogody w tym roku, rankiem i wczesnym popołudniem wspinać się w skałach; natomiast pod wieczór, gdy już się trochę ściemni wyruszyć do jaskiń. Jako cele akcji speleologicznej wytypowaliśmy Piętrową Szczelinę (na sobotę) oraz Jaskinię Berkową i Studnię Szpatowców (na niedzielę).

Większość klubowiczów przyjechała do Rzędkowic w piątek wieczorem; późna pora nie przeszkodziła nam jednak w zorganizowaniu krótkiej imprezy integracyjnej.

W porównaniu z dniem poprzednim sobota była bardzo intensywnym dniem dla członków KW Lublin. Rano pojechaliśmy wspinać się w okolice Mirowa, m.in. z tego względu, że jest on położony niedaleko Piętrowej Szczeliny, do której planowaliśmy wejść wieczorem. W Mirowie walczyliśmy z drogami na Turni Kukuczki i Trzech Siostrach. Szczególnie Turnia Kukuczki przypadła do gustu wielu osobom – przede wszystkim na zróżnicowany poziom dróg wspinaczkowych (od IV-ek do VI.2-ek). Dzięki temu wszyscy, niezależnie od umiejętności mogli razem wspinać się na jednej skale i na bieżąco wymieniać doświadczeniami z pokonywanych dróg. Nic więc dziwnego, że nasza działalność w tym rejonie przedłużyła się o ponad godzinę w stosunku do wcześniejszego planu.

W związku z tym opóźnieniem do Piętrowej Szczeliny weszliśmy dopiero po godzinie 18-tej. Przedtem jednak miała miejsce wielka akcja przebierania się ze strojów wspinaczkowych na jaskiniowe. W rezultacie staliśmy się bardzo zróżnicowaną grupą – zarówno pod względem kolorów jak i stylu :) Obok klasycznych kombinezonów jaskiniowych, pojawiły się również wojskowe khaki, narciarskie kombinezony z lat 80. tych oraz kolorowe dresy z różną ilością pasków. Tak „wystrojeni” wyruszyliśmy do Piętrowej Szczeliny. Pierwsze trudności pojawiły się w tzw. Piekiełku, które należało pokonać najpierw trawersem, a następnie krótkim zjazdem. Po przejściu Piekiełka ruszyliśmy w kierunku znajdującej się niżej Studni Prezesa i rozpoczęliśmy standardową eksplorację jaskini. Staraliśmy się przejść przez możliwie jak największą liczbę sal i korytarzy; część osób dotarła m.in. Labiryntu Króla Minosa, a także do Korytarzy – Bajkowego i Kryształowego. Z późniejszych analiz wynikało, że prawdopodobnie nikt nie dotarł najgłębszego punktu jaskini (45 metrów), jednak na pewno zeszliśmy do poziomu – 40 metrów. Cała akcja trwała dość długo i zakończyła się późną nocą (ostatnie osoby wyszły z jaskini około pierwszej nad ranem). Pomimo że, wszyscy byli zmęczeni mało kto zrezygnował z kolejnej imprezy integracyjnej. Hitem wieczoru (poranka) okazały się pierogi z Piask (6 kilogramów).

Ze zrozumiałych względów w niedzielę nikt nie zrywał się o świcie; w skałach na dobre zaczęliśmy się wspinać około godziny dziesiątej. Tym razem pojechaliśmy w rejon Góry Zborów. Oprócz dróg wspinaczkowych znajdowała się tutaj Jaskinia Berkowa – drugi speleologiczny cel wyjazdu. Po krótkich poszukiwaniach udało się odnaleźć otwór wejściowy do jaskini, po czym wszyscy grotołazi zostali podzieleni na dwie grupy, które pod kierunkiem Kasi i Artura przetrawersowały jaskinię. Pokonanie Berkowej nie wymagało użycia lin; natomiast przez trzy czwarte jej długości trzeba było się czołgać. Najwięcej trudności sprawiło sforsowanie otworu wyjściowego (zachodniego). Jest on wąską, pionową studzienką o długości około dwóch metrów, której pokonanie wymaga, oprócz siłowego wyjścia na rękach również specyficznego ułożenia ciała. Pomimo niewielkich kłopotów, wszyscy około godziny 15-tej wyszli na powierzchnię.

Biorąc pod uwagę, że do Lublina dzieliło nas minimum pięć godzin jazdy samochodem, zrezygnowaliśmy ze Studni Szpatowców. Zamiast tego wspinaliśmy się jeszcze na okolicznych skałach przez ponad godzinę, po czym wyruszyliśmy z powrotem do „Koziego Grodu”. Studnię Szpatowców zostawiliśmy sobie na kolejny wyjazd, który miejmy nadzieję zostanie zorganizowany już niedługo.

Tekst: Michał Drożdż